W połowie sierpnia wydałam na świat dwa skarby. Dwóch ślicznych chłopców. Siłami natury, bez znieczulenia, ekspresowo, bo  jedyne w dwie godziny.

Od tamtego czasu moje życie wiele się nie zmieniło. Stało się inne, oczywiście, ale nie jestem inną osobą. Na pewno jestem bardziej zajęta, ale to wciąż ja.

Słowa „wrzucić na luz” jest bardzo na miejscu. Dzięki tej dewizie nie mam wyrzutów sumienia, że moje dzieci nie są codziennie na spacerze, nie karmię ich wyłącznie moim mlekiem (ważne, że TEŻ nim karmię), że nie dałam się depresji, gdy miałam bardzo mało snu i wiele kiepskich myśli, że doceniam wsparcie i zaangażowanie partnera, rodziny, przyjaciół.

Czuję się dobrą mamą.

Żałuję jedynie, że nie mam więcej rąk, nie mogę każdemu z moich chłopców dać tyle czasu, ile bym chciała, bo muszę go dzielić.