Dziś opowiem Wam o wrażliwości matki, wpis z Bloga, który ujrzał światło elektroniczne 30 grudnia 2016:

Wczoraj mój młodszy Belzebubik odblokował nową umiejętność… Śmiania się w głos… Co zrobiła matka? Rozryczała się…
To był dla nas dość obfity w atrakcje dzień, w południe byłam z nimi u koleżanki a po południu u brata, który tak moje dzieci rozśmieszył, że jedno wybuchało śmiechem z powodu fruwającej tetry a wieczorem obaj nie mogli zasnąć i wyli z nadmiaru wrażeń.
Teraz siedzę i płaczę.
Płaczę, bo w końcu znalazłam coś, w czym się tak doskonale spełniam, a to coś to moje macierzyństwo i tak szybko rośnie.

Płaczę, bo tak boleśnie czuje upływający czas i nic nie mogę z tym zrobić.
Płaczę, bo bardzo bym chciała ich takimi zatrzymać a zarazem tak bardzo jestem ciekawa ich jutra.
W końcu płaczę, bo nie zawsze będzie mi dane z nimi być, bo powołałam ich do życia a nie dla siebie.
I nie wiem jak moja wrażliwość to udźwignie.